Noworocznie.... #2026
- grabowskapro
- 1 sty
- 1 minut(y) czytania

Miał być bal.
Tak się podobno wita Nowy Rok.
A wyszło inaczej.
Zamiast parkietu – własne łóżko.
Zamiast toastów – pauza.
Zamiast fajerwerków – cisza,
I w tej ciszy dopiero się własne serce słyszy
(podobno:).
„Niech żyje bal” – śpiewała kiedyś Maryla Rodowicz.
I pomyślałam, że może bal bywa też wtedy,
gdy świat zwalnia i nie da się już nigdzie uciec.
I w tej ciszy – bez planu, bez celebracji –
przypomniała mi się stara opowieść o zmianie.
Kiedy życie zaczyna wrzeć,
wrzuca nas wszystkich do jednego garnka.
Nie pyta.
Ale każdy reaguje inaczej.
Jedni są jak kawa –
im dłużej się parzą,
tym więcej aromatu wydobywają
i oddają światu.
Inni jak jajko –
twardnieją,
chroniąc to, co w środku.
Jeszcze inni są jak marchewka –
miękną,
stają się bardziej strawni,
bardziej dostępni.
Ten sam ogień.
Różna alchemia reakcji.
Żadna nie jest lepsza.
Każda jest czyjąś odpowiedzią na życie.
I pomyślałam, że może w Nowym Roku
nie warto życzyć sobie „lepszego”.
Może czasem wystarczy chwila świadomości –
kim jestem w tym wrzeniu.
I trochę szacunku dla drogi.
Dla wysiłku.
Dla robótek ręcznych
i tych zupełnie niewidzialnych.
Planów – tyle, żeby znać kierunek.
Bo życie, jak wiadomo,
tańczy się czasem wolniej,
czasem nie w takt,
a czasem… w ciszy.
Więc życzę nam roku,
w którym umiemy się zatrzymać, kiedy trzeba.
I tańczyć, kiedy jest na to siła.
I szanować to, co już się wydarzyło.
Bo czasem bal zaczyna się wtedy,
gdy gaśnie muzyka.
I życzę nam żebyśmy nie przegapili tego,
co jest tuż przy skórze,
kiedy patrzymy daleko poza horyzont
wabieni życzeniami
na noworocznym dopingu:)




Komentarze