Miał być bal. Tak się podobno wita Nowy Rok. A wyszło inaczej. Zamiast parkietu – własne łóżko. Zamiast toastów – pauza. Zamiast fajerwerków – cisza, I w tej ciszy dopiero się własne serce słyszy (podobno:). „Niech żyje bal” – śpiewała kiedyś Maryla Rodowicz. I pomyślałam, że może bal bywa też wtedy, gdy świat zwalnia i nie da się już nigdzie uciec. I w tej ciszy – bez planu, bez celebracji – przypomniała mi się stara opowieść o zmianie. Kiedy życie zaczyna wrzeć, wrzuca nas